Ja wiem, (naprawdę!) że jesień za oknem... że królują u Was dynie i grzyby, wiem, że dawno nie pokazałam NIC i ogólnie mnie widać nie było.. ale na swoje usprawiedliwienie mam wakacje (!!!!!) i niestety gwałtowną śmierć płyty głównej mojego komputera.. ale jestem, nadrabiam i od razu wrzucam kilka urlopowych wspomnień. Było C U D O W N I E!!! do tego cieplutko i smacznie :) Ok, bez zbędnego przynudzania - to nasze wakacje w pigułce :)
czwartek, 18 października 2012
piątek, 3 sierpnia 2012
time to say goodbye
Dzisiaj, nie bez żalu :( pożegnaliśmy nasze przedszkole, aby od września zacząć nową przygodę w innym miejscu. Każda z super cioć dostała od Panny Julianny na pożegnanie kartkę z podziękowaniem, własnoręcznie pokolorowaną w środku, aniołka na szczęście z julkową buźką na koszulce i małe, słodkie co nieco.
Dziękuję :)
niedziela, 15 lipca 2012
for rent
Panna J. wierciła mi dziurę w brzuchu o mieszkanko dla Plastusia już nie pamiętam od kiedy.. ciągle nie mogłam znaleźć na to czasu, ale w końcu wczoraj wieczorem dopadło mnie gdzieś w biegu to spaniele spojrzenie mojej córki po raz kolejny.. a ponieważ wciąż jest chora, tęskni za przedszkolem, i nudzi się w domu potwornie, tym razem nie potrafiłam cieżaru tegoż spojrzenia udźwignąć ;P
Kiedy zasnęła, ku przerażeniu mojego ślubnego, najpierw zabrałam się dewastowanie pudełka po jego butach, eksmitując rzeczone buty :) potem nastąpiła uciążliwa, ale konieczna wykończeniówka, na koniec najprzyjemniejsza część, czyli meblowanie rzecz jasna, z tym że musiałam się pobawić też trochę w (kartonowego) stolarza i tapicera :)
Mieszkano Plastusiowe gotowe, chociaż właściwie to tylko sypialnia. Jednak jakoś mi ten Plastuś tu nie pasuje, sypialnia wyszła bardzo dziewczyńska powiedziałabym... dlatego postanowiłyśmy z Panną J. że wynajmiemy to mieszkanko komuś innemu :) a Plastuś zamieszka na półce z książkami :)
środa, 4 lipca 2012
safari hat
Dostałam zamówienie od mojej prywatnej córki na kapelusz safari. Zdaje się, że świeże wspomnienia z parku dzikich zwierząt w Kadzidłowie wywołały u niej potrzebę posiadania czegoś takiego... Pomyślałam: czemu nie? i uszyłam taki oto. Oczywiście nie jest to prawdziwy kapelusz safari, a co najwyżej jakaś tam wariacja na temat, ale ma za to hipopotamie uszy, więc jest jedyny w swoim rodzaju :P
Pozdrawiam,
poniedziałek, 18 czerwca 2012
looking for the summer...
Już sie nie mogłam doczekać kiedy wreszcie się zjawi i chyba (tfu na psa urok) wreszcie jest.. ciepło, miło, słonecznie.. :) ostatnio spędzamy czas na krótszych i dłuższych wyjazdach, realizacji małych projektów i planowaniu większych :) i niestety (patrząc na aurę za oknem aż chce sie krzyknąć: "o ironio") na walce z zapaleniem płuc... :(
I could not wait for the summer and when it finally came it brings us short trips, small DIY projects, brand new ideas for some larger projects and unfortunately pneumonia...
środa, 6 czerwca 2012
the cake...
Poproszono mnie o przygotowanie tortu dla pewnej wyjątkowej pani z okazji jej urodzin. To było duże wyzwanie.Mimo, że nie byłam do końca zadowolona z efektu (jak zwykle) ten tort spotkał się ogromnym uznaniem :) To cudowne uczucie, kiedy nasza praca sprawia komuś radość, prawda?
I was asked to make a cake for a special woman for her birthday. It was a big challenge. Although I was not fully satisfied with the result (as usual) this cake made a great impression :). It feels good so when someone really enjoys our work, don't you think?
niedziela, 13 maja 2012
organized artist
Kolorowe kredki, kartki papieru porozrzucane po całym stole, albo nawet po całym pokoju. Kto tego nie zna? Dzieci wprowadzają do naszych wnętrz prawdziwy artystyczny chaos nieprawdaż? Dla ścisłości wyjaśniam, że moim zdaniem tak powinno być. Nie jestem zwolenniczką wojskowej dyscypliny w domu, ale... przyznaję, że czasem odrobina ładu i harmonii nie zawadzi HA! ;)
Zaczęłam odczuwać potrzebę zgromadzenia podstawowym przyborów do rysowania mojej panny J. w jednym zestawie. Chciałam, żeby miała go w razie potrzeby pod ręką, tak aby zabrać go w podróż, czy choćby na weekend do babci bez potrzeby uskuteczniania gorączkowych poszukiwań.
Zrobiłam taki powiedzmy „przybornik” ze zwykłej tekturowej teczki, kawałka filcu, skrawków innych materiałów i tak, tak owszem... zwykłej gumki do majtek.
Jak dotąd sprawuje się świetnie i jak tak dalej pójdzie z całą pewnością pojedzie z nami na tegoroczne wakacje.
Na koniec chciałabym podziękować Anicie, która jakiś czas temu na swoim blogu zamieściła kursik, jak zrobić podobną teczkę małego artysty, czym mnie zainspirowała i zmotywowała do działania.
Coloured pencils, sheets of paper all over the table or even all over the room. Who doesn’t know that? Children are providing the creative chaos into our interiors, don’t they? And for the record, I think that is the way it should b. I’ not a supporter of the military discipline at my home but… I must admit that sometimes a bit of order and harmony can be useful. My last project suppose to be an example of that thesis.
I needed to gather basic instruments for drawing in one organized set. I wanted Miss J. to have it handy so that she could anytime just take it with her (for a weekend at grandma house for example) without frantic search.
I made it from the ordinary cardboard file, a bit of felt, scraps of materials and yes, yes… the elastic for underpants.
So far it is working and certainly we will take it for our holiday this year.
In the end I want to thank Anita for the tutorial which she placed on her blog some time ago. She inspired me and motivated for action.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











































