środa, 26 maja 2010

dla mamy :)


Dla mamy, żeby jej przypomnieć jak bardzo jest dla mnie ważna, przypomnieć tylko, bo mam nadzieję, że wie o tym na codzień :) zrobiłam proste pudełko i ozdobiłam je groszkową wstążką...


a w srodku, żeby konweniowało z wypisanymi na wieczku życzeniami takie oto ciacha :) według przepisu z cudownego bloga Moje Wypieki, (w tajemnicy szepnę, że wychodzą zawsze.. a kucharka, przyznam się bez bicia, ze mnie żadna).

...żeby nie było - mama męża też takie dostanie :)...

poniedziałek, 17 maja 2010

seniorita Margerita


Oj dawno nie pisałam, ale przysięgam, że codziennie zaglądałam i podziwiałam Wasze dzieła .. muszę się przyznać bez bicia, że ten blogowy świat zaczyna mnie coraz bardziej wciągać…
Leje bez przerwy i szaro-buro na zewnątrz.. Czekałam na ładną pogodę, żeby zrobić zdjęcia kolejnej lali.. Dziś poddałam się i nie bacząc na ścianę deszczu zaczęłam pstrykać. Oto efekt. A obiekt fotografowany to seniorita Margerita. Namęczyłam się potwornie z jej fryzurą, wyszło coś na kształt uczesania księżniczki Lei.. Hmmm… ?! Może się czepiam, ale i tak bardzo się cieszę, że w końcu jest!

..baletki i spódniczka na tiulowej haleczce..





rzeczona fryzura...



Pozdrawiam i życzę (sobie i Wam) upragnionego słońca!

czwartek, 6 maja 2010

Kermit Żaba - czyli potrzeba matką wynalazku :)

Zapewne żadnej mamie, tudzież nie mamie, za to osobie mającej stały kontakt z małym, no dajmy na to kilkunastomiesięcznym dziecięciem, nie trzeba jakos specjalnie tłumaczyć jaką katorgą może okazać się kilkugodzinna podróż samochodem z takim młodym pasażerem....nasza mała przypięta do fotelika, po kilku minutach podziwiania uciekających za oknem drzew, zaczyna sie potwornie nudzić i niezmiennie potwornie marudzić... Ponieważ na tegoroczną majówkę postanowilismy wyjechać w jakies przyjemne miejsce z dala od miejskiego zgiełku, trzeba było podjąc jakie kroki, celem uprzyjemnienia maluchowi trudów podróży.. Olsniło mnie dosłownie na dzień przed wyjazdem.. Córa została zahipnotyzowana krótkim telewizyjnym występem słynnej żaby, pomyslałam, że to może być to! Wyszperałam kawał zielonego materiału i nożyczki poszły w ruch. W taki sposób narodziła się pacyna Kermita, która może i nie do końca strannie wykonana (tłumaczę to brakiem czasu), ale za to jakże skutecznie odpędzała smutki naszej córci podczas nużącej podróży samochodem :)



środa, 7 kwietnia 2010

senorita Elena :)



Powstała już jakiś czas temu.. Ale przez całe to świąteczne zamieszanie, nie znalazłam chwili, żeby zrobić jej parę zdjęć.. Wzięłam się za to dziś, korzystając z okazji, że dziecię drzemie sobie i choć światło kiepskie, bo i chmur całe kłęby za oknem, to powiedzmy, udało się. Oto ona.. Nazwałam ją roboczo senoritą Eleną, z powodu jej kruczoczarnych włosów, które zresztą, przyznam szczerze nadszarpnęły troszkę moją cierpliwość i stoicki spokój ;P



Jak przystało na panienkę z dobrego domu, pod jej sukienką obowiązkowo znaleźć można gustowne majciochy …




Ciekawa jestem Waszych opinii, ale jednocześnie pragnę zauważyć, że jest to pierwsza moja tego typu lalka .. Mam nadzieję, że to wystarczająca okoliczność łagodząca :P

Pozdrawiam poświątecznie
A na deser jeszcze wiosenny akcencik.. Oto co nas spotkało w pobliskim parku..



Sikorki jadły (dosłownie) z reki mojemu mężowi.. Widok niezwykły ..

środa, 24 marca 2010

kwiaty we włosach :)

Mała nie dała nam dziś spać.. Nocny wypoczynek zakończył się ok. trzeciej w nocy i radź tu sobie człowieku :P ale jak gniewać się na tego naszego małego stwora, kiedy wyrzynające się zębiska nie dają jej spokojnie spać? Z samego rana, czyli gdzieś w okolicy trzeciej kawy, naszło mnie na odrobinę szaleństwa i postanowiłam zmajstrować jakoweś zdobienia głowizny mojej córy … Ostatnia wyprawa do hurtowni pasmanteryjnej zaowocowała min w zakup różowej kropkowanej wstążki, która mnie urzekła absolutnie, a z której zrobiłam takiego oto kwiatka. Przyszyłam go do tejże samej wstążki, którą z tyłu podszyłam gumką. Oto modelka, w nieco niesfornej fryzurze i w rzeczonej ozdobie.





Drugi kwiatek, co prawda nie do końca we włosach, a na czapce i czapka, choć robiona absolutnie ręcznie, niestety nie przeze mnie, a przez dobrą ciocię, zrobiłam z fioletowego materiału, ciemnego i jaśniejszego nieco, płatki zszyłam ze sobą, na koniec dodałam guziczek i już.

Modelka zmęczona i zębolami i sesją, którą sobie mamusia wymyslila...

poniedziałek, 22 marca 2010

Wiosenne porządki…



Wreszcie dotarło do nas pierwsze tchnienie wiosny ! Ciepło i miło. Weekendowe spacerki po okolicy stały się inspiracją do porządków.. Ludzie wylegli na świeże powietrze i zabrali się energicznie za sprzątanie w ogrodach, ogródkach tudzież balkonach… Dlatego i ja przemeblowałam nieco parapetowy ogródek, posadziłam bukszpan i wysiałam lawendę.. Ale prawdziwe porządki dotyczyły zupełnie czegoś innego..



Wczorajsze deszczowe popołudnie i wieczór stały się świetną okazją do małej rewolucji w moich zapasach kordonkowo mulinowych, które to od lat wołały o pomstę do nieba.. I niestety ich stan nie raz skutecznie odstraszał mnie od haftowania.. Komu chciałoby się w tej plątaninie odnaleźć właściwy odcień? Dodatkową inspiracją była moja niedawna wizyta w hurtowni pasmanteryjnej… Te regały pełne wstążek, koronek, tasiemek, guzików, mulin, kordonków, motków wełny, wszystko ułożone kolorami, ech niczym piękny gigantyczny barwny ogród. Nie mogłam dłużej czekać i zabrałam się za porządkowanie mojego pudła mulinowego. Przyznam nie było łatwo, bo praca dość mozolna, szczególnie rozsupływanie tych wszystkich zaniedbanych niteczek.. Ale udało się. I efekt końcowy wart jest absolutnie tego wysiłku! Wszystko mam teraz pod ręką, każdy kolor, każdy odcień. Miodzio! No i już udało mi się z tego porządku skorzystać. Pewna seniorita od wczoraj cieszy się mulinowym spojrzeniem, ale o tym wkrótce.

A dla porównania zdjęcie z serii "przed" :) Ku przestrodze! ;P

czwartek, 11 marca 2010

Fotel uszak w wersji mini mini


Fotel uszak.. Nie wiem skąd mi się wzięło, ale marzę o nim od dawna.. A właściwie o dwóch takich.. I kiedyś na pewno sobie takie sprawię. Oczywiście jak tylko będę miała je już gdzie ustawić :) na razie stworzyłam sobie uszaka w wersji bardzo mini :) Po prostu na widok kawałka purpurowego weluru nie mogłam się oprzeć, od razu rzuciłam się na nożyczki i do dzieła.. Dzieło trochę mnie jednak przerosło, bo jakoś tak w swej naiwności myślałam, że pójdzie gładko jak po maśle, a tu wręcz przeciwnie, od początku wszystko szło nie tak, a to welur się strasznie siepał i w całym domu unosiły się purpurowe paproszki, a to igła za nic się przebić nie chciała i już myślałam, że pyrgnę to wszystko w diabły, ale w końcu skończyłam uff.. Fotel co prawda nie wyszedł do końca taki jak to sobie wymyśliłam, ale i tak jestem z niego dumna, szczególnie, że tyle mnie kosztował cierpliwości..



Fotel uszak w wersji mini mini (o jego rozmiarze swiadczy zdjęcie z jednogroszówką) wsparty na modelinowych nóżkach.. w sam raz dla lal.. Teraz pozostaje mi jedynie wyprodukowanie wreszcie lali, która już dawno zalęgła mi się w głowie :)