wtorek, 15 czerwca 2010

Poduszki na tarasowe krzesła i imieninowa tarta / Pillows to terrace chairs and name day brittle cake




Wreszcie uszyłam! Udało się dzięki temu, że stałam się szczęśliwą posiadaczką maszyny do szycia! Dostałam ją w prezencie od taty i teraz wprost nie potrafię przestać szyć. Pokrowce na poduszki uszyłam z materiału który nabyłam za całe 5 złotych w lumpeksie. Jestem z nich bardzo zadowolona. Wreszcie można wygodnie usiąść na tarasie rozkoszować się słońcem.

I finally made them! It came off thanks to the fact that I became the happy owner of a sewing machine! I got it as a present from my Dad and now I am Just not able to stop sewing. I made covers for pillows of material which I purchased for entire 5 PLN in secondhand shop. I am very much satisfied from the result. It is finally possible to sit down comfortably on the terrace to bask in the sun.




Dziś są moje imieniny. Wieczorem zjawią się goście, więc postanowiłam przygotować jakąś słodką przekąskę. Wybór padł na tartę z soczystymi truskawkami, poziomkami i serkiem mascarpone. Mam nadzieję, że będzie smakować równie dobrze jak wygląda.

Today is my name day. In the evening my guests will appear, so I decided to prepare some sweet snack. Choice fell on crumbly cake with juicy strawberries, wild strawberries and mascarpone cheese. I hope that it will be tasting just as well how it looks.

piątek, 11 czerwca 2010

tarasowe porządki...


Pogoda iście wakacyjna! Upał straszliwy, choć jeszcze nie ma południa. Na szczęście na tarasie znalazłam odrobinę cienia. Mała ucięła sobie pośnadaniową drzemkę, a mnie naszło na “grządkowe” porządki. Przyznaję szczerze, że nie jestem typem ogrodowym i sadzenie, podlewanie, podcinanie jest mi obce… Zapewne gdybym była szczęśliwą posiadaczką ogrodu wyglądałby on po prostu jak kawał trawnika i tyle :D Mimo tego, może za sprawą lalki ogrodniczki, która pozytywnie mnie nastroiła swoją konewką, i ja postanowiłam pobawić się w małe bo małe, ale zawsze uprawy. Zamarzył mi się mini zielnik, więc posadziłam troszkę ziół i jak na razie cieszą moje oko, pięknie pachną, a wieczorem dorzucę ich troszkę do sałatki.


Nie mogłam się powstrzymać, żeby ich nie opisać.. Choć mój szanowny małżonek naśmiewał się delikatnie, twierdząc, że on naprawdę wie jak wygląda oregano, czy pietruszka :) Ale co tam!



Dodatkowo w ramach tarasowych porządków, postanowiłam uporządkować walające się wszędzie spinacze do bielizny. Posłużyło mi do tego pudełko po mleku małej. Od dawna zastanawiałam się jak je wykorzystać. Ma sprytny mechanizm zamykania i szkoda mi było wyrzucać kolejne puste tego typu opakowania. Wreszcie jedno pomalowałam, ozdobiłam co nieco i zamieniłam w składzik na spinacze. Nie mogło zabraknąć oczywiście spinaczowej zawieszki na przaśnym sznureczku. Mysle, że jest ok.




Oczywiście nie zaniedbuję szycia lalek. Dwie kolejne są już na etapie produkcji. Pomysły jak na razie (odpukać) mi się nie kończą, tylko doba jakaś taka za krótka na realizację. Też tak macie?

poniedziałek, 31 maja 2010

Ogrodniczka kwiatów miłośniczka



Już oficjalnie chyba mogę oświadczyć, że szycie lalek mnie wciągnęło na amen! Pracochłonne to zajęcie, nie powiem, ale za to jakże przyjemne uczucie, kiedy kolejna panienka wyskakuje spod igły :) Tym razem uszyłam ogrodniczkę w ogrodniczkach rzecz jasna bo jakże inaczej. Ogrodniczki z dżinsu, warkocze obowiązkowe, chusteczka na głowie i dalej do pracy w ogrodzie, choćby boso :) Zaopatrzyłam ją w soczyście zieloną konewkę, którą ulepiłam z modeliny. Tak jakoś ten atrybut ogrodniczki wydał mi się najbardziej właściwy do pracy w ogrodzie…

Zdjęcia robiłam dzisiaj choć pogoda krzyczała, żeby się jednak powstrzymać, bo szaro, ponuro i mokro za oknem, ale nie mogłam dłużej czekać. Przedstawiam Wam więc moją ogrodniczkę. Oto ona.




...i jeszcze jedno, nieco mniej twarzowe ujęcie :D

środa, 26 maja 2010

dla mamy :)


Dla mamy, żeby jej przypomnieć jak bardzo jest dla mnie ważna, przypomnieć tylko, bo mam nadzieję, że wie o tym na codzień :) zrobiłam proste pudełko i ozdobiłam je groszkową wstążką...


a w srodku, żeby konweniowało z wypisanymi na wieczku życzeniami takie oto ciacha :) według przepisu z cudownego bloga Moje Wypieki, (w tajemnicy szepnę, że wychodzą zawsze.. a kucharka, przyznam się bez bicia, ze mnie żadna).

...żeby nie było - mama męża też takie dostanie :)...

poniedziałek, 17 maja 2010

seniorita Margerita


Oj dawno nie pisałam, ale przysięgam, że codziennie zaglądałam i podziwiałam Wasze dzieła .. muszę się przyznać bez bicia, że ten blogowy świat zaczyna mnie coraz bardziej wciągać…
Leje bez przerwy i szaro-buro na zewnątrz.. Czekałam na ładną pogodę, żeby zrobić zdjęcia kolejnej lali.. Dziś poddałam się i nie bacząc na ścianę deszczu zaczęłam pstrykać. Oto efekt. A obiekt fotografowany to seniorita Margerita. Namęczyłam się potwornie z jej fryzurą, wyszło coś na kształt uczesania księżniczki Lei.. Hmmm… ?! Może się czepiam, ale i tak bardzo się cieszę, że w końcu jest!

..baletki i spódniczka na tiulowej haleczce..





rzeczona fryzura...



Pozdrawiam i życzę (sobie i Wam) upragnionego słońca!

czwartek, 6 maja 2010

Kermit Żaba - czyli potrzeba matką wynalazku :)

Zapewne żadnej mamie, tudzież nie mamie, za to osobie mającej stały kontakt z małym, no dajmy na to kilkunastomiesięcznym dziecięciem, nie trzeba jakos specjalnie tłumaczyć jaką katorgą może okazać się kilkugodzinna podróż samochodem z takim młodym pasażerem....nasza mała przypięta do fotelika, po kilku minutach podziwiania uciekających za oknem drzew, zaczyna sie potwornie nudzić i niezmiennie potwornie marudzić... Ponieważ na tegoroczną majówkę postanowilismy wyjechać w jakies przyjemne miejsce z dala od miejskiego zgiełku, trzeba było podjąc jakie kroki, celem uprzyjemnienia maluchowi trudów podróży.. Olsniło mnie dosłownie na dzień przed wyjazdem.. Córa została zahipnotyzowana krótkim telewizyjnym występem słynnej żaby, pomyslałam, że to może być to! Wyszperałam kawał zielonego materiału i nożyczki poszły w ruch. W taki sposób narodziła się pacyna Kermita, która może i nie do końca strannie wykonana (tłumaczę to brakiem czasu), ale za to jakże skutecznie odpędzała smutki naszej córci podczas nużącej podróży samochodem :)



środa, 7 kwietnia 2010

senorita Elena :)



Powstała już jakiś czas temu.. Ale przez całe to świąteczne zamieszanie, nie znalazłam chwili, żeby zrobić jej parę zdjęć.. Wzięłam się za to dziś, korzystając z okazji, że dziecię drzemie sobie i choć światło kiepskie, bo i chmur całe kłęby za oknem, to powiedzmy, udało się. Oto ona.. Nazwałam ją roboczo senoritą Eleną, z powodu jej kruczoczarnych włosów, które zresztą, przyznam szczerze nadszarpnęły troszkę moją cierpliwość i stoicki spokój ;P



Jak przystało na panienkę z dobrego domu, pod jej sukienką obowiązkowo znaleźć można gustowne majciochy …




Ciekawa jestem Waszych opinii, ale jednocześnie pragnę zauważyć, że jest to pierwsza moja tego typu lalka .. Mam nadzieję, że to wystarczająca okoliczność łagodząca :P

Pozdrawiam poświątecznie
A na deser jeszcze wiosenny akcencik.. Oto co nas spotkało w pobliskim parku..



Sikorki jadły (dosłownie) z reki mojemu mężowi.. Widok niezwykły ..